«

Cze 14 2017

Weszliśmy do Europy (Rok 1991)

„Kobieta i Życie” 07 sierpnia 1991 roku Weszliśmy do Europy

Kompleksy precz! Weszliśmy do Europy wcześniej niż się tego spodziewali nawet niepoprawni optymiści. Stary kontynent, nieufny i oporny w tylu polskich sprawach, nie mógł się oprzeć Ewie Szymczak, modelce, lat 24. Zasiadła na królewskim tronie i będzie panować przez okrągły rok. Czy Queen of Europe’91 odciągnie nam trochę długów, namówi obcy kapitał by się nie wahał inwestować, otworzy różne zamknięte drzwi – to się okaże.

Jedno jest pewne. Biznesmenów ma za sobą. To oni, jako sponsorzy, którym jakaś wdzięczność się należy, zmajoryzowali jury sformowane wedle zasady: kto daje pieniądze, ten ma władzę nad pięknością. Liczą się jego gusty. W mniejszości znaleźli się więc golce, przedstawiciele środowisk twórczych, poutykani z rzadka pomiędzy ludźmi interesu. Ale swoje poglądy mogli wyrażać.

No i uznano, że ocena damskiej piękności to przede wszystkim męska rzecz. Tylko kilka pań znalazło się na ławie sędziowskiej, zarówno w konkursie europejskim, jak i w poprzedzającym go turnieju o tytuł Miss Polski. Dała się zauważyć przedsiębiorcza Iwona Buchner, prezes fundacji swojego męża. I zawsze elegancka Teresa Zygadlewicz – wiadomo, artysta plastyk. Przypomniała starą prawdę, że gusty męskie w sprawie urody różnią się na ogół od żeńskich.

Publiczność, która zasiadała, dzień po dniu w Operze Leśnej, miała okazję do porównań. I pokrzepiła się wielce na duchu. Polska rozgrywka ujawniła znacznie więcej par wysmukłych nóg niż europejska. Czasem można się nawet było dziwić, że przysłana reprezentantka jest ta najpiękniejsza i najzgrabniejsza w swoim kraju. Czyżby nasza część świata dotknął jeszcze jeden kryzys – urody? Zadawano sobie takie pytanie. A może najpiękniejsze dają sobie bobrze radę bez konkursów i oficjalny tytuł nie jest im potrzebny.

Nasze dziewczyny lepiej chodziły i swobodniej zachowywały się na wybiegu. Tegoroczna miss Polski Agnieszka Kotlarska, 18-letnia wrocławianka, pokazała wysoką klasę na estradzie sopockiej – nie tylko walory kształtów, ale i ujmujący sposób bycia. Jurorzy byli tym razem wyjątkowo zgodni. Wytypowali ją, jak jeden mąż. Każdemu zgadzała się w punktach sylwetka z twarzą.

Kazimierz Górski zasiadający w jury zarówno w dniu polskim, jak i europejskim przyznaje, że lubi przede wszystkim blondynki z niebieskimi oczami. Głosował jednak na Agnieszkę, choć ta ma włosy o odcieniu kasztanowym. Nigdy nie należy się zarzekać.

‘Do tej pory wiedziałem, że znam się na męskich nogach – powiedział mi o swojej nowej roli. A teraz okazuje się, że również na damskich. Tylko szkoda, że tak późno się o tym przekonałem. W wyborze dziesiątki, która stanęła do ostatniej rozgrywki, trafiłem trzy razy. Żal mi dziewczyn, które nie wygrały. Są takie młode, i mocno przeżywają swoją porażkę”.

Blisko trenera trzymał się Ryszard Konwerski, dyrektor Business Club UFO w podwarszawskim Aninie; namawiał sportowca do wejścia w świat wielkiego biznesu.

Gdy przedłużały się obrady jury Miss Polski, Stefan Friedman (razem z Krzysztofem Jaroszyńskim przepytywał dziewczyny na estradzie z inteligencji) puścił w obieg dowcip, że za zwłokę winien jest Górski. Bo uparł się, żeby dopuścić do finału jedenaście dziewcząt – tak przywykł jako trener do magicznej liczby zawodników. Przeskoczył go jednak w maksymalizmie entuzjasta z amfiteatru, nawołując, by wszystkie kandydatki dopuścić do ostatniej rozgrywki i żadnej nie eliminować.

Wybory Królowej Europy nie przeszły gładko. Zdziwienie wzbudził tytuł I wicemiss dla Turczynki Deryi Yalcin, co niektórzy wiązali z kurtuazją wobec Turcji – gospodarza przyszłorocznego konkursu Queen of Europe’92. Z łona dwudziestotrzyosobowego jury wyłoniła się nawet, jak to teraz jest u nas w modzie, kilkuosobowa frakcja liberalna pod wodzą redaktora Jacka Snopkiewicza. Zarzuciła organizatorom ni mniej ni więcej tylko ciągoty do wpływologii, ale szczegóły przemilczała.

Królowa została jednak wybrana demokratycznie. Jako koronny dowód tego służyła sama korona. Nie dopasowana, trochę za duża, nie chciała się mocno osadzić na blond głowie Ewy Szymczak; musiała ją podtrzymywać wdzięcznie ręką.

Królowa, 172 cm wzrostu, nie chce zmieniać swoich planów. Spróbuje wkrótce swoich sił w filmie „Wilki”. Wywiad z nią przeprowadziła Miss Świata Aneta Kręglicka. A koronowała ją Queen of Europe’90 Daniela Messmer. Na pytanie, czy nie żal jej oddawać korony, odpowiedziała filozoficznie: wszystko przemija.

Królewska Ewa lubi biały kolor. Dobrze się czuła zwłaszcza w strojnej sukni ślubnej, która po imprezie została zlicytowana na zbożny cel charytatywny podczas balu koronacyjnego w hotelu Gdynia. Taniec dla bogaczy! Zaproszenie kosztowało półtora miliona złotych.

Nasza królowa ucieszyła się, że będzie miała po swej lewicy jako II wicemiss Litwinkę Dalię Lelaivaite. Najbardziej ją lubiłam – skomentowała krótko. Miały okazje dobrze się poznać podczas trzytygodniowego krążenia po Polsce.

Erich Reindl, prezydent Contacta International zorganizował wybory Królowej Europy już po raz szósty. Wybrał w tym roku Sopot. Z sentymentu – jak mi powiedział – dwadzieścia lat temu był współorganizatorem festiwalu piosenki w Operze Leśnej, która go urzekła. Chciał tu wrócić. Działał z naszym Misslandem. Trzydzieści lat się kręci w kręgu konkursów piękności, więc przeżył już niejedno. Przymknął oczy na organizacyjne uchybienia. „Publiczności nie obchodzi, to co się dzieje za kulisami. Najważniejszy jest dobry show. Gdy się uda, zapomina się o wszystkich kłopotach”.

Zachował nawet zimną krew, gdy na samym początku przedpołudniowej próby, nad którą czuwał osobiście, dorodny buk zwalił się na dach sceny i kilka godzin trwała, dość nieudolna zresztą, akcja ratunkowa. Uczestniczki przedefilowały więc wstępnie przed jury przy akompaniamencie dźwięków piły tarczowej, a skrócona próba generalna mogła się odbyć tuż przed koncertem.

W pierwszej ławie na widowni zajęła miejsce pani Danuta Wałęsowa. Posadzono ją tak niefortunnie, że wiele widoków przesłaniały jej plecy kamerzysty telewizyjnego. Mimo to bawiła się dobrze. Śpiewała piosenki razem z czerwonymi Gitarami, także refren „Nie spoczniemy, nim dojdziemy”… Czerwone Gitary przeżywają swój wielki come back, nadal potrafią rozkołysać wielki amfiteatr i byli świetnymi partnerami dla przedstawicielek urody, występujących na tle urodziwej scenografii w stylu ogrodowym.

Podobała się dynamiczna Sandra, która ma nie tylko głos i styl, ale wprost konkursową sylwetkę, nie mówiąc o tym, że świetnie się ubiera. Z powodzeniem więc królowała wśród dwudziestu osmiu pretendentek do korony.

Tylko jakiś nieswój był Stanisław Tym rozprawiający się z kryptoreklamą w dialogu z Piotrem Fronczewskim. Wymienił przy okazji wszystkich sponsorów tak jak leciały nazwy firm na obrzeżach estrady. Krypotosatyra się nie sprawdziła.

BARBARA HENKEL